Wybrzeże Biesiekierz 3-3 Zefir Wyszewo

 

Zaprzepaszczona szansa.

     5-go maja 2007 roku na boisku w Biesiekierzu spotkały się dwa zespoły, które w trakcie trwania rundy rewanżowej nie przegrały ani razu. Po pierwszych piętnastu minutach meczu, niemal wszystko wskazywało na to, że drużyna Wybrzeża zakończy dobrą passę.

    

Oba zespoły wybiegły na boisko z myślą o zwycięstwie i bardzo ochoczo przystąpiły do gry, która zdecydowanie lepiej wychodziła zawodnikom Zefira Wyszewo. Ba! Wychodziła im wspaniale. Już pierwsza akcja ofensywna zapoczątkowana w środku pola po długim podaniu Mateusza Jeziornego, zakończyła się bramką. Piłkę zagraną przez „Orła” przejął, grający tego dnia na lewym skrzydle, Sebastian Koza, po czym wygrał pojedynek jeden na jeden z obrońcą i dograł futbolówkę do Damiana Berka, a ten z najbliższej odległości pokonał bramkarza gospodarzy.

Sędzia wznowił grę i nie trzeba było długo czekać, by drugi celny cios zadali goście. Ponownie dogrywał Koza, tym razem jednak do Stępniaka, który zostawił piłkę Bugajskiemu. Ten strzelił na bramkę, lecz jego uderzenie zostało zablokowane przez obrońcę gospodarzy. Wtedy do futbolówki dopadł ponownie „Domino” i ładnym strzałem zza szesnastki podwyższył wynik na 2:0 dla Zefira. Była to 6 min. gry. W tym okresie Zefirowi wychodziło wszystko, dobrze grał w środku pola i szybko atakował skrzydłami, a obrońcy „kasowali” wszystkie akcje bezradnych gospodarzy na około 30 metrze od bramki Blejcha.

Swoją miażdżącą przewagę udokumentowali w 12 min., kiedy to drugą asystę zanotował Sebastian Koza. Po rajdzie lewym skrzydłem „Sebek” dograł piłkę do Damiana Berka, który nie miał ochoty się pomylić i zdobył 16-stą bramkę w sezonie. Gospodarze nie zdążyli się jeszcze otrząsnąć po stracie trzeciej bramki, kiedy goście konstruowali kolejne ataki. Jednakże od 12 minuty traciły one na skuteczności i obfitości. Można było odnieść wrażenie, że wynik 0:3 w pełni satysfakcjonował Zefir. Możliwe, że przyczynę stagnacji wyniku należy upatrywać w tym, że coraz lepiej zaczynali grać gospodarze, którzy jak gdyby budzili się ze snu. Nic jednak nie usprawiedliwia tego, co w 22 min. meczu zrobił Robert Łukowski. Z odległości zaledwie metra od bramki, mając odsłoniętą jej całą bliższą cześć, „Parówka” trafił w słupek. Wyglądało to dość komicznie, ponieważ po jego strzale piłka odbiła się i wróciła niemal na połowę boiska. Może trzeba było położyć się i strzelić głową? Było, minęło, a goście cały czas starali się atakować. Jednak gospodarze zaczęli coraz śmielej przedostawać się pod bramkę przyjezdnych. Efektem tego była bramka w 30 min. Napastnik Wybrzeża przyjął piłkę i lekko uderzył na bramkę Zefira z odległości około 18 metrów . Hubert Blejch zlekceważył ten strzał i chciał wybić piłkę na stojąco, lecz ta odbiła się od słupka i wpadła do siatki.

Pomimo tego, wynik 1:3 był dobry. Zwłaszcza, że to gospodarze zaczęli być stroną przeważającą. Ich przewaga została skarcona golem Damiana Stępniaka z rzutu wolnego, z bardzo ostrego kąta. Niestety, sędzia dopatrzył się w tej sytuacji spalonego, choć nikt po „Dominie” tej piłki nie dotknął. Arbiter, po konsultacji z liniowym uznał jednak, że Robert Łukowski, stojąc w długim rogu bramki, absorbował uwagę bramkarza, znajdującego się przy bliższym słupku. Mówiąc krótko - absurd.

Nic jednak nie mogło zepsuć wrażenia, jakie pozostawili po sobie goście. Byli oni zdecydowanie lepszym zespołem i powinni bez problemu odnieść zwycięstwo.

Wszystko uległo zmianie w drugiej połowie. Nawet najstarsi górale nie wiedzą, co takiego stało się w przerwie meczu, co mogłoby nakłonić Mateusza Jeziornego do notorycznego nie trafiania w piłkę. Nie tylko „Orzeł” pogorszył swoją grę. Cały zespól zaczął grać bojaźliwie, co przyczyniło się do całkowitego oddania inicjatywy na rzecz gospodarzy. Wyszewiacy oddali  środek pola, przez co stali się łatwym łupem dla zawodników z Biesiekierza. Gospodarze niemal cały czas przebywali z piłką na połowie gości i atakowali. Zdobyli wyraźną przewagę której jednak nie potrafili potwierdzić golem. Raz trafili nawet w poprzeczkę, ale nie udało im się pokonać Huberta Blejcha.

Do 60 min. meczu. Wtedy popularny „Hubertus” pokonał sam siebie. Długa piłka z głębi pola, lecąca wprost na jego ręce, została przez niego upuszczona i trafiła pod nogi napastnika Wybrzeża, który nawet gdyby chciał to by się w tej sytuacji nie pomylił.

Kontaktowa bramka stała się zapowiedzią nerwowej końcówki. Gdy strach o „pewne” trzy punkty zajrzał gościom w oczy, wzięli się oni w garść i zaczęli grać dużo lepiej. Niestety gospodarze w dalszym ciągu mieli przewagę. Ponadto, kiedy Wyszewiacy stwarzali sobie jakąś dogodną sytuację do tego, aby przesądzić losy meczu, marnowali ją. Najbliżej szczęścia był w 73 min. Marek Bugajski, jednak jego strzał skierowany był w środek bramki i trafił nie do siatki, a do rękawic bramkarza.

Biesiekierz atakował, ale z każdą minutą impet gospodarzy słabł i niewiele brakowało, a goście zabraliby do Wyszewa komplet punktów. Jednak ostatni zryw gospodarzy w 85 min. dał im upragnionego gola. Zawodnik Wybrzeża zakręcił trzema obrońcami Zefira i z linii 16-tu metrów pokonał Huberta Blejcha. Była to jedyna bramka w tym meczu wywalczona przez miejscowych, ponieważ dwie poprzednie, gospodarze dostali w prezencie od przyjezdnych.

Mecz zakończył się remisem. Wynik, jak najbardziej zasłużony, ponieważ trzech punktów nie może zdobywać zespół, który gra tylko w pierwszej połowie. Mecz trwa 90 minut i o tym pamiętali zawodnicy Biesiekierza. Musi martwić to, że przez własną głupotę i brak determinacji, a także nieodpowiedzialność zawodników, bezpowrotnie utracone zostały dwa punkty, jakże cenne w końcowym rozliczeniu sezonu.

Skład:

Hubert Blejch, Piotr Nowosad, Marcin Łukowski, Mateusz Jeziorny, Adam Ufniarz, Rafał Lech, Damian Stępniak, Marek Bugajski, Sebastian Koza, Damian Berk, Robert Łukowski (Marek Gałka - 46 min.)

 

Bramki:

dla Zefira:

Damian Berk (3, 12 min.)

Damian Stępniak (6 min.)

 

dla Biesiekierza:

po błędach bramkarza (30, 60min.)

strzał z linii 16-stego metra (85 min.)

 

 P.N & M.B